czwartek, 15 listopada 2007

Podsumowania słów kilka

Moi drodzy, nadszedł czas na podsumowanie. Ponieważ pobyt w Tajlandii opisywałem już wcześniej, pozwólcie że teraz bardziej skupię się na obecności w Stanach Zjednoczonych i w Akademii Dana Inosanto. Zanim jednak podziękuję i podsumuję wyprawę, opiszę jeszcze pokrótce moje ostatnie treningi w Akademii.

Miniony tydzień to była ciężka praca, przynosząca jednak obfite owoce. Jeżeli chodzi o Jun Fan Jeet Kune Do, moja wiedza, zakres technik, umiejętności oraz informacji, jakie otrzymałem, wzrosły znacząco.

Uczyniłem naprawdę ogromny krok do przodu z korzyścią dla samego siebie, mojej szkoły oraz Was - uczniów. Na ostatnich zajęciach z jednym z instruktorów Guru Inosanto pochodzącym z Japonii (zresztą świetnym zawodnikiem i trenerem), odbyły się sparingi. Pozwoliłem sobie na zaprezentowanie się z jak najlepszej strony. Moje kopnięcia i uderzenia trafiały do celu i sprawiały duże trudności moim oponentom. Sposób poruszania jak i różnorodność kombinacji powodowały że zmuszałem swoich sparingpartnerów do mocnej pracy. Zostało to zauważone i docenione przez instruktora jak i moich przeciwników. Trzeba tu dodać, że były to zajęcia w sekcji JKD 2-3. Byłem bardzo z siebie zadowolony i ucieszył mnie fakt, że moja praca podąża w dobrym kierunku.


Ostatnie zajęcia z Chrisem były również bardzo ciekawe i obfitujące w nowe techniki i rozwiązania z zakresu walki w parterze BJJ. Zostałem bardzo ciepło pożegnany a Chris powiedział żebym szybko wracał, gdyż będzie miał dla mnie przygotowany kolejny zakres nowych technik. Bardzo często wypytywał mnie o Polskę, gdzie ma rodzinę i wyraził nadzieję ze niedługo przyjedzie by ją odwiedzić i obowiązkowo się także ze mną zobaczyć oraz zajrzeć do nas do szkoły na treningi. Niesamowity człowiek o bardzo dużej wiedzy i otwartym sercu.


Wziąłem także udział po raz kolejny w zajęciach z grupą Dog Brothers gdzie praca opiera się na walce przy użyciu pałki, kopnięć, uderzeń a także pracy w parterze. Niesamowite zajęcia i doskonali fighterzy. W najbliższą sobotę będą się odbywać zawody, na których spotka się kilkadziesiąt osób. Rundy trwają po dwie minuty i każdy walczy z każdym - nie ma tutaj nagród ani pierwszych miejsc. Walczysz dotąd, dopóki jesteś w stanie, nie poddasz się lub nie zostaniesz znokautowany. Prawdziwe wyzwanie dla wojowników. Z tego co się dowiedziałem, Dog Brothers jeżdżą też po Europie i organizują takie turnieje. Będę na bieżąco informowany o takich wydarzeniach i z pewnością będę chciał następnym razem pogłębić swoją wiedzę i umiejętności także z tego zakresu.


Jeżeli chodzi o zajęcia z Guru Inosanto to te ostatnie odbyły się prawie na zasadzie prywatnych lekcji, bo na niektórych z nich było nas tylko pięcioro ze względu na dni świąteczne. Guru w ostatnich dniach często podchodził do mnie i zwracał uwagę na to, co robię. Zarówno z zakresu JKD jak i Silatu oraz Filipino Martial Arts powiedział ze zrobiłem duży postęp. Został mi przyznany specjalny certyfikat potwierdzający moje szkolenie w Akademii. Guru także dodał, że jestem oficjalnie uczniem jego szkoły a on sam jest moim Instruktorem. Powiedział także na ostatnim treningu, żebym wracał tak szybko jak tylko będę mógł i kontynuował swoje szkolenie - oczywiście w kierunku instruktora Akademii Inosanto. Zostały mi przekazane wszelkie wskazówki, nad którymi mam pracować w Polsce oraz także jak mam uczyć danego materiału w swojej szkole. Bardzo miło mi się zrobiło kiedy Guru powiedział, że będzie o mnie pamiętał oraz że ma nadzieję, że szybko powrócę. Do tych życzeń dołączyli się wszyscy trenujący razem z instruktorami Inosanto bardzo ciepło mnie żegnając i życząc powodzenia.




Ostatni tydzień to nie tylko ogromna wiedza, jaką przyswajałem podczas treningów, ale także niesamowita atmosfera, życzliwość ludzi oraz także smutek, że będę musiał wkrótce wyjeżdżać. Dumny jestem z tego, że zdobyłem zaufanie Guru Inosanto, jego instruktorów oraz osób trenujących w Akademii. Został postawiony pierwszy ważny krok oraz zbudowany most pomiędzy Akademią Guru Inosanto a naszą Szkołą Sztuk Walk. Myślę, że dzięki mojej ciężkiej pracy, zaangażowaniu, i pasji potwierdziłem to, po co tu przyjechałem i co jest dla mnie ważne.


Dowodem na to może być między innymi zaproszenie ze strony Daniela (instruktora Guru Inosanto) jak i innych instruktorów, w tym doskonałego mistrza Capoeiry i zarazem nauczyciela Guru Inosanto z tego zakresu, na walkę zawodową boksu pomiędzy Mosleyem kontra Cotto, która transmitowana była z Madison Square Garden na żywo w specjalnym klubie w Los Angeles, gdzie odbywają się transmisje wszelkich najważniejszych wydarzeń sportowych i gdzie przychodzi śmietanka ze świata sportu i kibiców z LAX. Faworytem miał być Mosley, lecz po naprawdę wyrównanej walce decyzją sędziów wygrał, Cotto. Myślę zresztą, że zasłużenie. Wieczór był naprawdę udany i była to okazja do rozmowy na kilka interesujących mnie tematów na bardzo prywatnym gruncie. Z Danielem odbyłem także prywatny trening, na którym bardziej szczegółowo mogłem się skupić na wybranych przeze mnie zagadnieniach.


Nie chciałbym specjalnie tu sie rozpisywać, kto przyjął moje zaproszenie i kiedy przyjedzie, ze względu na to że ma to być niespodzianka oraz aby nie zapeszyć. Lecz jedno jest pewne: przyszły rok będzie obfitował w fantastyczne seminaria z fachowcami z najwyższej półki, którzy przyjęli moje zaproszenia i wyrazili wielką chęć na przyjazd do naszego Kraju oraz do mojej szkoły by poprowadzić seminaria szkoleniowe. Będą to fachowcy z zakresu JKD, Filipińskich Sztuk Walk, BJJ, Muay Thai i nie tylko. Szykuje się naprawdę wiele niespodzianek, więc już teraz proszę Was, bądźcie przygotowani, odkładajcie pieniążki na obóz oraz na przyszłe seminaria. Naprawdę warto!!!

Podczas całej wyprawy poznałem bardzo wielu ciekawych ludzi, z którymi będę miał stały kontakt i dzięki którym otworzyły się przede mną ogromne możliwości. Wiem, że wiele z tych osób będzie jeszcze miało wpływ na moje przyszłe szkolenie oraz że sami chcą mi w moim własnym rozwoju bardzo pomóc. Naprawdę jestem zadowolony, że znalazłem wspaniałych instruktorów, którzy dostrzegli we mnie potencjał i pasję i którzy chcą mi pomóc w mym szkoleniu bym mógł być jak najlepszym trenerem, ale i także wojownikiem.



Academia Inosanto to kopalnia wiedzy z każdego zakresu Sztuk Walk. Nie jestem stanie tego wszystkiego Wam przybliżyć i opisać ze względu na ogrom informacji i możliwości, jakie tu się rozpościerają. Jest to artykuł podsumowujący, więc piszę w skrócie o wszystkim. Będzie jeszcze nie jedna okazja na sali czy na obozach by móc wam wszystko stopniowo przekazać.


Postaram się teraz podsumować cały mój wyjazd, który kończy się tutaj - u źródła w Akademii Guru Dana Inosanto.

Moi drodzy! Jest tyle rzeczy, o których chciałbym napisać, że nawet sobie nie wyobrażacie. Lecz tak jak wspominałem wcześniej, ten blog służy do przedstawienia Wam najważniejszych informacji i ciekawostek. Czas leci nieubłaganie i już za kilka dni będziemy się widzieć w Łodzi na zajęciach. Wtedy na pewno będzie okazja abym mógł Wam wszystko dokładnie opowiedzieć.

Natomiast nadszedł czas teraz abym podziękował wszystkim tym, którzy przyczynili się do realizacji mojego marzenia i szczęśliwego zakończenia mojej wyprawy szkoleniowej. W pierwszej kolejności pragnę podziękować Fundacji Brandsa oraz Prezesowi tej Fundacji, Panu Pawłowi Olszewskiemu. To tu narodził się pomysł, aby pomóc w szkoleniu i wewnętrznym rozwoju mojej osoby. Działalność Fundacji to naprawdę wielki dar, jaki mogą otrzymać osoby, w które Fundacja inwestuje mając nadzieje, że wiedza i umiejętności, jakie zdobędą, umożliwią im dalszy rozwój w naszym Kraju jak i pozwolą na przekazywanie poznanej wiedzy i dzielenie się nią z innymi. W moim przypadku są to uczniowie mojej szkoły jak i wszyscy chętni, którzy będą chcieli nawiązać współpracę.

Takich instytucji powinno powstawać więcej gdyż dzięki nim ludzie, którzy maja potencjał, pasję i możliwości, ale niestety nie posiadają odpowiednich funduszy, mają szansę się zrealizować. Uwierzcie mi, że moim wkładem w tą wyprawę była ogromna praca, jaką wykonałem podczas treningów nie bacząc na różne przeciwności losu. Wkładem było też mocne zaangażowanie oraz otwieranie drzwi i budowanie mostów gdziekolwiek tylko mogłem. Jeszcze raz dziękuje Fundacji, Panu Pawłowi Olszewskiemu, który osobiście jak tylko mógł wspierał przebieg mojej wyprawy, pomógł załatwić wiele formalności oraz w profesjonalny sposób redagował mojego bloga. Dziękuję z całego serca.

Nie mogę tu zapomnieć o wszystkich tych, którzy wsparli moją wyprawę finansowo, gdyż jak każda tego typu wyprawa, ta również wiąże się z nieprzewidzianymi kosztami, a fundacja też miała na ten cel przeznaczony konkretny budżet. Dlatego tak nieoceniona, a zarazem bezinteresowna była pomoc tych wszystkich osób.

Bardzo dziękuję Panu Wojciechowi Ptaszkowi, prezesowi firmy "Ronic" za nieocenione wsparcie i pomoc. Dziękuje także Państwu Kalfas - właścicielom ośrodka wypoczynkowego "Fresco", na których także mogłem liczyć. Podziękowania swoje składam także Pani Mirosławie Mucha za pomoc i kontakt z osobami, które zechciały pomóc w całym przedsięwzięciu. Dziękuje Panu Markowi Ziółkowskiemu i Pani Agacie Ferszt za chęć wsparcia i pomocy. Powiedzenie mówi, że pieniądze szczęścia nie dają, ale w tym przypadku były bardzo potrzebne. Cenię sobie bardzo tę pomoc i na pewno o tym nie zapomnę.

Poza pomocą finansową bardzo ważne było wsparcie duchowe. W pierwszej kolejności wspierali mnie tu najbliżsi, za co im bardzo dziękuję. Dziękuję Ci Jolu. Dziękuję także moim asystentom za przypilnowanie moich spraw i prowadzenie treningów podczas mojej nieobecności a także za kontakt ze mną i pomoc w różnych sytuacjach.
Podziękowania składam także wszystkim tym uczniom mojej szkoły, którzy nie zapominali o umieszczaniu komentarzy na blogu, pozdrawiali i wspierali pisząc do mnie i starając się utrzymywać ze mną kontakt. Nawet nie wiecie, jakie to było dla mnie ważne, choć niektórzy niestety nie znaleźli nawet odrobiny czasu, aby dać znać przez niemal cztery miesiące, a nie wymagało to przecież zbytniego poświęcenia. Tym bardziej cenię pamięć wszystkich tych, którzy o tym kontakcie nie zapominali.

Na koniec pragnę podziękować wszystkim, którzy w jakikolwiek sposób przyczynili się do powodzenia i szczęśliwego zakończenia mojej wyprawy. Dziękuje także wszystkim tym, których poznałem i którzy pomogli mi na miejscu podczas mojego szkolenia. W szczególności wszystkim Instruktorom z Tajlandii oraz osobom, na których mogłem polegać kiedy potrzebowałem pomocy. Dziękuje także Guru Inosanto za otwarte serce i przygarnięcie mnie pod swoje skrzydła oraz jego instruktorom i wszystkim którzy mi pomogli w jakikolwiek sposób.

Zobaczyłem wiele wspaniałych miejsc i poznałem wielu cudownych ludzi. Takie wyprawy na pewno otwierają horyzonty człowiekowi i pogłębiają jego wiedzę z wielu zakresów. Nie wspomnę o języku angielskim. Jest nieźle, ale muszę jeszcze nad nim popracować ;-)


Nie ukrywam, że było to spełnienie moich marzeń, szansa, która otworzyła mi szeroko drzwi na wiele nowych możliwości. Lecz nie mogę też teraz tej szansy zaprzepaścić. Ludzie, których poznałem, wiedzę, którą zdobyłem jak i możliwości, jakie uzyskałem muszą być, co jakiś czas odnawiane. Bym nie był tylko pojedynczym, przypadkowym oraz jednorazowym pasjonatem. Będę starał się robić wszystko co w mojej mocy, bym mógł znów wyruszyć na kolejną wyprawę szkoleniową. Tym razem, jak pisałem wcześniej, pojadą ze mną najlepsi moi uczniowie, którzy angażują się w zajęcia jak i w rozwój mojej szkoły. Mam nadzieje, że zarówno fundacja, jaki i wszystkie osoby, które dotąd pomagały, znów będą chętne do współpracy, oraz że takich osób i firm zainteresowanych sponsoringiem i wsparciem znajdzie się więcej.

Moi drodzy, czas się żegnać i kończyć ten mój ostatni artykuł z wyprawy. Cieszę się, że już wkrótce się zobaczymy, że rozpoczną sie treningi, na które z taką niecierpliwością czekacie i że wracam do domu. Lecz przyznać muszę, że jakaś cząstka mnie pozostała zarówno w Stanach w Akademii Inosanto jak i na wyspie Koh Samui w Tajlandii w obozie WMC. Za tymi miejscami też będę tęsknić i wspominać je jak z najlepszej strony. Wiem jednak, że do nich wrócę by móc kontynuować pracę i wyzwanie, które podjąłem. Bardzo zainspirowały mnie słowa Guru Inosanto, który powiedział do mnie w ostatnim dniu: "Robert, trenuj wytrwale, gdyż masz pasję i dar. I wracaj, wracaj do Nas szybko, byś mógł zrobić kolejny krok w twym rozwoju". Ważne jest też to, że podobnie jak dla Guru, istotne jest dla mnie nauczanie i dzielenie się poznaną wiedzą z tymi, którzy chcą się uczyć, mają otwarte serca i umysły i potrafią to cenić. Wiem że wśród Was jest wiele takich osób, więc do Was między innymi wracam. Pamiętajcie o spotkaniu 30.11 o godz. 18.00 i trzymajcie kciuki bym cały, zdrowy i bez niespodzianek przyleciał do Kraju. Do zobaczenia!

Ostatni artykuł podsumowujący wyprawę będzie napisany przez Pawła Olszewskiego w imieniu Fundacji. Oczekujcie go także, a komplet zdjęć jest do obejrzenia tutaj.

4 komentarze:

wojtekjkd89 pisze...

nie ma co sie rozpisywać. Wreszcie Trener wraca:)

pawel.kzn pisze...

Najważniejszą rzeczą jest chyba to , że zdobył Trener zaufanie Guru Dana Inosanto i jego instruktorów oraz dużo niesamowitych umiejętności i wiedzy z zakresu sztuk walk. Jesteśmy dumni mając takiego ambitnego i wytrwałego Trenera , który dąży do realizowania swoich marzeń nie poddając się mimo różnym przeciwnością... Dotrwał Trener do końca i nie uległ cieżkim treningom ani kontuzjom :) Pozostaje nam czekać na powrót Pana do Łodzi i wspólnego trenowania. Pozdrawiam Paweł Wybór

ziombel0 pisze...

Bardzo sie cieszę, że już nie długo zobaczymy Trenera na sali ;] no i na te wszystkie niespodzianki. Udanego powrotu do domu. Marek

Pozer pisze...

Ech... niby po prostu kolejny artykuł, a jednak dopada mnie melancholia. Przez te 4 miesiące przyzwyczailiśmy się do tego stany rzeczy. Ja osobiście żyłem trochę tutaj w Łodzi, a trochę tam, z trenerem jak z bohaterem fantastycznej książki. I właśnie przeżywam to samo uczucie, jak wtedy, gdy taka książka się kończy... "to już?"
Oczywiście cieszę się, że trener wraca, ale niedosyt pozostaje. Hmm, nie pozostaje nic innego, jak czekać na kolejną część książki! ;]
Pozdrawiam, niech trener wróci cało i zdrowo
Piotr