czwartek, 6 września 2007

Chwile oddechu

Po tygodniach ciężkiej pracy przychodzi czas na krótki, ale zasłużony wypoczynek. Treningi Muay Thai to wyzwanie, które na Koh Samui podejmują tylko nieliczni. Większość przyjezdnych na wyspie stanowią turyści podążający za atrakcjami, do których należą piękne plaże, wodospady i parki natury. W ciągu miesiąca Trener zdążył się już dobrze rozejrzeć po Lamai, poznać tutejsze drogi na skróty, najładniejsze plaże i miejsca, z których roztaczają się malownicze widoki. Poszliśmy więc na krótką wyprawę po okolicy.

Zaczęliśmy od plaży, nad którą zwieszają się pochyłe palmy, rosnące na skraju soczystego trawnika, należącego do jednego z wielu tutejszych ośrodków wypoczynkowych.


Po godzinie dotarliśmy do miejsca, które najbardziej przypadło mi do gustu. Jest to krótki fragment wybrzeża na południe od Lamai, wypełniony wielkimi obłymi głazami i ostańcami skalnymi wystającymi z wody. Kiedy usiądzie się o zmroku na rozgrzanym od słońca ogromnym kamieniu i popatrzy na bezkresne morze, można szybko pozostawić za sobą zmagania mijającego dnia. Szczególnie kiedy pomyśli się o tym, że w Tatrach spadł śnieg :-)

Po powrocie do domku w obozie przeżyliśmy chwile grozy. Po kafelkach spacerował sobie... prawdziwy skorpion. Mały, bo mały, ale całkiem nastroszony i gotowy do ataku. A pomyśleć że tyle razy chodziło się po pokoju na bosaka! Skorpion został schwytany i stał się pierwszym prawdziwym trofeum, które Trener zapewne przywiezie ze sobą do Polski!

Następnego dnia miałem okazję odwdzięczyć się za gościnę w Lamai i pomóc Trenerowi odetchnąć po kilku tygodniach intensywnych treningów. Na wypożyczonych motocyklach pojechaliśmy na wycieczkę wokół wyspy. Udało nam się zwiedzić okolicę wspaniałych wodospadów, do których dotarliśmy od podnóża góry na grzbiecie... słonia! A w zasadzie słonicy, zwanej przez miejscowych po angielsku "lady elephant".

Ze szczytu wodospadu roztaczał się niesamowity, kojący widok.

Na deser zdobyliśmy na motocyklach najwyższy szczyt Samui - Khao Yai - położony 635 metrów n.p.m., z którego widać nieodległe wzgórza Półwyspu Malajskiego. Miejmy nadzieję, że zdobyta w trakcie wycieczki energia wystarczy na wiele kolejnych tygodni ciężkich treningów w Tajlandii. Wkrótce uzupełnimy ten reportaż o komplet zdjęć.

1 komentarz:

Pozer pisze...

Słooonik!
Urocze,naprawdę, trochę trenerowi zazdroszczę. Proszę korzystać z chwil odpoczynku i naparzać ich potem ze zdwojoną siłą. ;] Niech wiedzą, że Polacy nie kaczki, i swój łokieć mają.:D
Pozdrawiam

ps. Rozdmuchałem nieco adres bloga na forum, którego jestem członkiem. To niewiele, ale zobaczymy.