środa, 26 września 2007

Pożegnanie z Tajlandią!

A oto kawał porządnej lektury na zakończenie tajskiego etapu wyprawy:

Nadszedł czas na podsumowanie mojego 60-dniowego pobytu w Tajlandii. Muszę przyznać, że jest to jak dotąd najdłuższy wyjazd mojego życia, podczas którego mogłem się wiele nauczyć i poszerzyć swoją wiedzę z zakresu Muay Thai i innych sztuk walki, co było zresztą wspaniałą niespodzianką. Nigdy bym nie przypuszczał, że w Tajlandii będę miał okazję trenować Jeet Kune Do – Bruce’a Lee z Matthew Teasdale oraz Filipińskie Sztuki Walki.
Do tego doszło jeszcze MMA i BJJ z Fabiano Schernerem. Obaj panowie to fachowcy z najwyższej półki. Dzięki treningom z nimi mogłem popracować nad swoją techniką i dowiedzieć się o ważnych elementach i szczegółach związanych z w/w sztukami walki. Poza zdobytą wiedzą i umiejętnościami najbardziej cieszy, a wiem to już na pewno i mogę to stanowczo stwierdzić, że to nie koniec naszej współpracy. Zostałem zaproszony do Wielkiej Brytanii na kolejne szkolenia z Mattem, który wyraził zgodę i wielką ochotę na przyjazd do Polski razem ze swoim nauczycielem Ronem Balickim, który jest zarazem synem i prawą ręką Dana Inosanto. Było to także doskonałe przygotowanie do tego, co czeka mnie w Stanach Zjednoczonych.
Fabiano jest również zainteresowany przyjazdem do naszej szkoły, a ja z kolei mam otwartą drogę do szlifowania swojej wiedzy z zakresu walki w parterze podczas następnego wyjazdu, do którego mocno wierzę, że dojdzie. Wówczas treningi z Fabiano będę odbywał bardziej regularnie pod jego wyłącznym okiem. Trzeba przyznać, że jest to niesamowicie motywujące i daje wielkie widoki na przyszłość.

Kilkadziesiąt treningów Muay Thai, które mam za sobą, pozwoli mi na pewno jeszcze lepiej przekazać wiedzę podczas prowadzenia zajęć oraz kontynuować własne treningi pod kątem przygotowań do zawodów, jak i w przyszłości do powrotu do Tajlandii, aby mógł tam startować w zawodach, między innymi o pas mistrzowski WMC. Instruktorzy, z którymi miałem okazję tu trenować, to wspaniali ludzie. Poza sympatią i dobrym usposobieniem są naprawdę świetnymi fachowcami.
Prowadzone przez nich treningi stały na wysokim poziomie. Pozwoliły mi poprawić wydolność organizmu, zwiększyć siłę, dynamikę i szybkość oraz udoskonalić technikę. Prywatne zajęcia dały mi jeszcze większą możliwość przyswojenia wiedzy i umożliwiły bliższe poznanie instruktorów.
Treningi były ciężkie, a instruktorzy wymagający. Stoczyłem wiele walk sparingowych z ludźmi z całego świata, waga spadła mi o 10 kilogramów, a kondycja bardzo mocno się poprawiła. Siniaki i różnego rodzaju urazy były u mnie na porządku dziennym. Trzeba przyznać, że moje ciało czasami było bardzo mocno obciążane. Ostatnie dwa tygodnie były najcięższe ponieważ trenowałem w dwóch miejscach naraz i treningów było sporo, na dodatek bardzo trudnych. Nabawiłem się niestety dwóch poważnych kontuzji, dlatego też ostatnie 5-6 dni trenuję tyko prywatnie, czego też nie powinienem robić, ale tu inaczej nie można. Mam nadzieje, że po przyjeździe do Stanów po 2-3 dniach wszystko już będzie w porządku. Lecz bez względu na poniesiony trud i doznane kontuzje, wszystko to, co się zdobyło i czego się doświadczyło, jest po prostu nie do opisania. Z powrotem zabłysło we mnie oko tygrysa, jak to mówił Sylwester Stallone w filmie Rocky.

Jestem pewny, że mocne fundamenty, jakie zapewnił ten wyjazd, pozwolą mi mocno stąpać po ziemi jeśli chodzi o Muay Thai. Natomiast zakres technik, jaki został mi przekazany, pozwoli mi na spokojne doskonalenie siebie i moich uczniów w kraju, a mnie osobiście na przygotowanie się do kolejnego wyjazdu do Tajlandii. Otworzyła się też niesamowita możliwość dla uczniów mojej szkoły, którzy już niedługo będą mogli startować w zawodach regionalnych, krajowych i międzynarodowych z zakresu Muay Thai oraz Kickboxingu, ale o tym po powrocie. Kolejną niespodzianką także jest to, że najlepsi i najbardziej zaangażowani uczniowie mojej szkoły będą mogli liczyć na stypendia, a także będą mogli na następne szkolenie w Tajlandii pojechać ze mną. Wszystkie szczegóły będę podawał po moim powrocie, lecz jest, o co walczyć i zabiegać.

Bardzo ciężko jest podsumować mój pobyt w Tajlandii w kilkunastu zdaniach. Poznałem wielu wspaniałych ludzi, zobaczyłem fantastyczne miejsca oraz, co najważniejsze, otworzyłem sobie drzwi na nowe możliwości i kontakty, o których już teraz wiem, że na pewno zaowocują w Polsce.





Istotną, jeżeli nie najważniejszą sprawą jest to, że zrozumiałem, że trzeba walczyć o swoje marzenia, a kiedy się do tego ciężko pracuje to można wiele osiągnąć, choć czasami wymaga to poświęceń.

Chciałbym teraz w kilkunastu zdaniach podziękować osobom, które przyczyniły się do mojego wyjazdu i dalej ze mną trwają by wyprawa mogła dotrzeć do końca. W pierwszej kolejności bardzo dziękuje Fundacji Brandsa, bez pomocy której ten wyjazd nigdy by się nie udał. Bardzo się cieszę że powstają organizacje, które chcą wspierać osoby mające w życiu cele i które chcą się dzielić z innymi wiedzą i umiejętnościami. W szczególności dziękuję przedstawicielowi Fundacji, Panu Pawłowi Olszewskiemu, który swoją postawą i zaangażowaniem w wielu sprawach jak i sytuacjach bardzo mi pomógł.

Dziękuję także wszystkim sponsorom, którzy bardzo mnie wsparli i pomogli również fundacji w realizacji całego przedsięwzięcia. Wszystkie te firmy i osoby są wymienione na moim blogu. Mnie pozostaje z całego serca podziękować i prosić o dalszą pomoc, ponieważ przede mną teraz kraj wielkich możliwości, ale niestety o wiele droższy niż Tajlandia. Każda pomoc jest ważna i za każdą będę bardzo wdzięczny. Mówi się że pieniądze szczęścia nie dają, ale są bardzo potrzebne w realizacji pewnych celów i marzeń. Mam nadzieję ze znajdą się osoby, które będą chciały mi pomóc.
Dziękuje także wszystkim swoim uczniom, ich rodzicom oraz asystentom za pamięć, wsparcie i pomoc w kraju podczas mojej nieobecności. W szczególności pragnę podziękować wszystkim tym, którzy pamiętają i są ze mną w stałym kontakcie. Bardzo ważny jest dla mnie każdy komentarz umieszczony na blogu, pozdrowienia na GG, wysłany SMS, czy email. Cenię sobie bardzo wsparcie tych osób, które o tym pamiętają, tym bardziej, że nie wymaga to wiele wysiłku. Dodaje to sił, kiedy jest naprawdę ciężko. Tak samo gdy krzyknąłem do Łukasza "Polska!" kiedy toczył swój pojedynek. Dodało mu to otuchy i pozwoliło na jeszcze większą pracę. Może ja nie walczę na razie w zawodach, ale toczę także trudną walkę i każde wsparcie pomaga mi pokonywać kolejne etapy mojej wyprawy.

Dziękuję także moim najbliższym za wsparcie i pomoc w realizacji moich marzeń. Wiem ze odległość jest spora, ale sercem jestem zawsze z Wami.

Nie mogę zapomnieć też o wszystkich osobach, które pomogły mi tu na miejscu. Alexowi Dally, który zarządza obozem WMC, dziękuję za pomoc i przekazanie kilku niespodzianek dla mojej szkoły. Dziękuję instruktorom, których sympatię zdobyłem w zamian za zaangażowanie w moje prywatne treningi, szczególnie Pi Daeng, Nen, Luchin oraz Rungchai, a także Fabiano i Micky’emu za wspaniałe treningi MMA i BJJ. Dziękuję Mattowi za poświęcony prywatny czas na treningi z zakresu JKD i Filipino Kali. Dziękuję też wszystkim innym, wsparli mnie swoją pomocą tutaj na miejscu. Wspaniale jest poznawać i obcować z takimi ludźmi.

Czekają mnie teraz kolejne tygodnie treningów, nowych spotkań i możliwości. Będę miał okazję zrealizować jedno z moich największych marzeń. Trenować z jednym z najlepszych przyjaciół Bruce’a Lee, Danem Inosanto w jego Akademii. Zgłębiać tajniki i powiększać swoją wiedzę na temat JKD i Filipińskich Sztuk Walki, trenować z innymi ekspertami sztuk walki takimi jak Bas Ruten oraz być na grobie naszego mistrza Bruce’a Lee, gdzie będę mógł mu oddać hołd i podziękować, bo od niego się wszystko zaczęło, gdy po raz pierwszy zobaczyłem w telewizji "Wejście Smoka" i zapragnąłem być taki jak on. Będę w kraju, który daje wielkie możliwości i otwiera drzwi dla ludzi, którzy mają cele i do nich dążą. Mam nadzieję że wyniosę stamtąd jak najwięcej. Trzymajcie kciuki i życzcie powodzenia, aby kolejny etap podróży był tak owocny jak ten w przepięknej Tajlandii. Kolejny artykuł będzie już ze Stanów Zjednoczonych, dokąd mam nadzieje dotrzeć cały i zdrowy w poniedziałek 1 października. Jeszcze raz dziękuję i wszystkich pozdrawiam.
Czas goni nieubłaganie, wyprawa wkracza w kolejny etap. Przed Trenerem Kalifornia, nowe przygody i wyzwania. Mamy nadzieję, że wyprawa Trenera i jego blog dostarczają Wam tylu ciekawych wrażeń, ile nam przy jego redagowaniu. Jeśli tak, piszcie komentarze! Warto przy tym wspomnieć, że bloga czytało dotąd niemal pół tysiąca osób!

Komplet zdjęć z tego artykułu do obejrzenia tutaj.

6 komentarzy:

Pozer pisze...

Ech... szkoda, że kończy się już ta niesamowita przygoda. Ameryka to nie będzie to samo, chociaż, jak słusznie Trener zauważył, to kraj wielkich możliwości. Wierzę, że odpowiednio się Trener zahartował do kolejnego etapu podróży. Proszę pozdrowić gorąco wszystkich znajomych w imieniu nas, tu osiadłych :] jesteśmy im wdzięczni za czas, jaki poświęcili Trenerowi, a więc pośrednio również nam. Jednocześnie całym sercem wspieramy ich jako fascynaci tego samego hobby ;]

Trenerze Robercie! Życzę rychłego powrotu do sprawności, przyjemnej podróży w towarzystwie ponętnych tajskich stewardes, zachowania kontaktów i dalszej wygranej walki o swoje marzenia. Bo to najważniejsza walka, jaką można stoczyć.
Piotr

ziombel0 pisze...

Bardzo mnie cieszy, że pierwsza część wyjazdu sie udała i mam nadzieje ze kontuzje, których sie trener nabawił nie będą dokuczały w stanach! Trzymam kciuki i życzę powodzenia !

Marek Sienkiewicz

paulned pisze...

Trenerze bardzo się ciesze że pierwsza cześć wyprawy przebiegła pomyślnie. Czekamy na trenera z niecierpliwością na sali,zaangażowanie trenując. Życzę dalszej wytrwałości.
Pozdrawiam
_/Paweł Markowiak

pawel.kzn pisze...

Witam Trenerze , myśle że dzieki wytrwałości i determinacji Trenera żadna kontuzja ( oby już żadnych nie bYło ) nie jest w stanie Trenera pokonać ... Pierwsza część wyprawy kończy sie pomyslnie a więc z druga też Trener sobie poradzi i sie wiele nauczy :)

Cieszę się z sukcesów Trenera i Pozdrawiam ---> Paweł Wybór

Lucipher pisze...

Cieszę się Trenerze, że możesz zrealizować swoje marzenia. To, że dzielisz się z nami przeżyciami z tej przygody życia, pamiętasz o swoich uczniach jest dla nas również ważne. Powodzenia!
Marcin

Pava pisze...

Tajlandia wydaje się być tak oddalonym krajem. Skoro tam trener spotkał tylu ludzi to co będzie w stanach :) 60 dni to strasznie długi okres czasu, szczególnie, że jest to Tajlandia. Tyle treningów na dzień to musi być na prawdę niezły wysiłek, ale jak trener napisał, o marzenia trzeba walczyć, choć wiem, że nie tylko o taki wysiłek trenerowi chodziło. Mam nadzieję, że kontuzja, o której trener pisał wcześniej przeszła, a przynajmniej przestała dokuczać, choć nadal niech trener uważa na bark. Pozdrawiam i powodzenia trenerze