poniedziałek, 24 września 2007

Polska i Muay Thai oraz inne niespodzianki

Ostatni tydzień pobytu Trenera w Tajlandii przynosi kolejne ciekawe wydarzenia. Oto najnowsze wieści od Trenera:

Będąc na kolejnej gali walk Muay Thai w Petch Buncha Stadium, kiedy siadałem już na swoim miejscu, usłyszałem nagle krzyk Fabiano, który palcem wskazując na ring krzyknął "Polska!". Miała się właśnie odbyć pierwsza walka, a w jednym z narożników - jak się okazało - stał nasz rodak, Łukasz Rambalski. Moje serce od razu zaczęło mocniej bić. Pojedynek składał się z trzech rund po trzy minuty. Łukasz walczył bardzo zaciekle, prezentując jednocześnie bardzo dobrą technikę. Wyprowadzał skuteczne i bardzo szybkie techniki bokserskie, dołączając do nich również kopnięcia. Sposób poruszania, zejścia i uniki powodowały, że rywal Polaka miał spore problemy. Jednak w po drugiej rundzie obaj byli już trochę zmęczeni. Wtedy nie wytrzymałem i w trakcie przerwy krzyknąłem "Polska!". Łukasz to usłyszał i jak sam później powiedział, dodało mu to sił. Trzecia runda była jego i walkę wygrał na punkty. Polska górą!
Emocje, jakie towarzyszyły tej i pozostałym walkom, były naprawdę wysokie. Po walce zamieniliśmy parę zdań, a na drugi dzień spotkaliśmy się w szkole SUPERPRO, gdzie trenuje Łukasz, a ja mam okazję poznawać i szlifować MMA i BJJ, o czym pisałem wcześniej.

Jak się okazało, Łukasz występuje razem z innymi zawodnikami w Reality Show o tajbokserach w terminie od 12 do 27 września 2007 (na tej samej zasadzie Sylwester Stallone robił program o boksie). Reality jest kręcone w Tajlandii w SUPERPRO SAMUI. Tam właśnie 22 zawodników z całego świata drogą eliminacji będzie walczyło o udział w finale, który odbędzie się w Amsterdam Arena w maju 2008 roku. Do wygrania (UWAGA!!!) 100 tysięcy dolarów! Ponadto program będzie emitowany w telewizji od stycznia 2008 na EuroSporcie. Szczegóły przybliżę, gdy wrócę. Tak więc po części miałem okazję brać w tym udział kibicując Łukaszowi, trenując w tym samym miejscu oraz poznając nowych, ciekawych ludzi. Wiele interesujących walk i ciekawostek wiąże się z tym programem, ale niestety nie można nic więcej powiedzieć ze względu na umowę, jaką podpisali zawodnicy. Wszystko zobaczycie w telewizji. Myślę, że z Łukaszem nawiąże się bardzo fajna współpraca i będziemy mieli okazję jeszcze razem potrenować. Są nawet takie plany, aby w przyszłości pojechać razem do Tajlandii i wspólnie przygotowywać się do kolejnych turniejów, a jeden drugiego będzie wspierał w narożniku.
Natomiast to nie oznacza końca sukcesów w Muay Thai. Mój serdeczny kolega z Rosji - Wolf, z którym miałem okazję tu trenować - po półrocznym pobycie na Samui w WMC, a także stoczeniu wcześniej wielu walk, zdobył tytuł Interkontynentalnego Mistrza Świata w federacji WMC. Gratulacje! O ten właśnie pas będę chciał w przyszłości powalczyć, oczywiście w mojej kategorii wagowej. Ciężką pracą, wytrwałością, a także z pomocą oddanych ludzi można osiągnąć wszystko, choć nieraz wymaga to ogromnego poświęcenia.
Niestety dla mnie to poświęcenie też miewa różny wymiar. Na ostatnim treningu MMA i BJJ odbyły się sparingi, a nawet można powiedzieć, że regularne walki, oczywiście w klatce. Ponieważ jestem wysoki i pasuję najbardziej do kategorii wagowej Fabiano i Johny'ego, z nimi właśnie odbyłem kilka walk sparingowych. Wyglądało to tak, że najpierw walczyłem z Fabiano, a następnie przechodziłem szybko do Johny'ego, po drodze jeszcze zahaczając o Micky'ego, asystenta Fabiano. W ten oto sposób stoczyłem kilkanaście bardzo mocnych pojedynków, dając z siebie naprawdę wszystko. Było super, ale niestety naderwałem lub nadwyrężyłem mięsień w obręczy barkowej... Dokładniej mówiąc naderwał go podczas walki Johny, zakładając jedną z dźwigni w momencie, gdy poczuł, że udaje mi się wydostać. Poniosły go emocje i trochę dociągnął za mocno. Tak to już jest w ferworze walki. Trzeba szybko leczyć kontuzję i śmiało do przodu.
Staram się uważać na rękę trenując dalej w obozie WMC pod okiem moich instruktorów. Teraz mam okazję poznawać techniki bardziej zaawansowane, którym trzeba poświęcić więcej czasu, ale są świetnym uzupełnieniem fundamentalnych technik, które już opanowałem, z czego jestem bardzo zadowolony.
Muszę przyznać, że te dwa miesiące, które dobiegają już końca, były naprawdę ciężkie, ale zarazem motywujące. Było to prawdziwe wyzwanie szczególnie dla ciała, które niejednokrotnie było mocno obciążane. Lecz to jest to, co tygrysy lubią najbardziej. Otworzyło mi to oczy na bardzo wiele rzeczy, jeśli chodzi o sztuki walki, ale nie tylko.

Zdaję sobie sprawę, że przede mną kolejne tygodnie treningu (tym razem w USA), więc nie poddaje się tylko cały czas idę naprzód. W kolejnym już - i ostatnim - artykule z Tajlandii podsumuję mój pobyt i opowiem o kilku ciekawych nowinkach. Pozdrawiam i pamiętajcie aby regularnie uczęszczać na treningi dbając w ten sposób o swoją formę jak i technikę.
Dziękujemy za kolejne znakomite sprawozdanie! I rzeczywiście, warto poświęcać teraz czas na solidny trening aby szlifować kondycję i umiejętności techniczne, abyśmy nadążyli za tempem Trenera po jego powrocie! :-)

Komplet zdjęć do obejrzenia tutaj.

2 komentarze:

Zbigniew pisze...

No no widzę że plany stają się bardziej konkretne.Jeżeli pojawia się pomysł startowania w turnieju o pas mistrza świata to nie pozostaje nam nic innego jak trzymać kciuki za jak najmniej kontuzji podczas treningów i zbierać kasę na bilet do Tajlandii żeby zobaczyć walkę na żywo:) :)
Pozdrowienia
Przemek i Asia

Pozer pisze...

Ech, co coś przeczytam, to jestem w ciężkim szoku. Trener non-stop kogoś tam poznaje! Jak znam dzikie szczęście Trenera, to jeszcze trochę i zobaczymy Trenera przypadkiem w telewizji, jak gada z tym Łukaszem, albo co... :D
Proszę tylko pamiętać, że to nie koniec przygody i nie forsować się aż tak. Naderwany przyczep nie brzmi przyjemnie, a już napewno nie pomoże w trenowaniu. Gorące pozdrowienia dla Przyszłej Wielkiej Nadziei Białych :D
Piotr